Rowerzyści kontra kierowcy

W Łodzi mamy pewien problem. Kierowcy samochodów nie potrafią zrozumieć co tak właściwie w mieście robią rowery. Rowerzyści natomiast nic sobie z tego nie robią i jeżdżą gdzie się tylko da co z kolei jeszcze bardziej rozwściecza zmotoryzowanych uczestników ruchu. Takie nastawienie obu stron niejednokrotnie kończy się spięciami i niepotrzebnymi kłótniami, które w ostatnim czasie przyjmują coraz bardziej komiczne formy.

Łódź jak na polskie realia małym miastem nie jest. Dlatego też w jego centrum styczność mają ze sobą wszystkie środki komunikacji. Na małej przestrzeni potrzebne jest miejsce dla autobusów, tramwajów, pieszych oraz rowerzystów. Jednak nadal priorytetem przy zagospodarowywaniu tego obszaru jest ruch samochodowy.

Weźmy taką ulicę Zachodnią. Jej projektantom przyświecał tylko jeden cel – przebicie się przez miasto. I tak aby to zadanie wykonać wyburzano całe pierzeje budynków czym tak naprawdę zniszczono kawał tkanki miejskiej, którą można było wykorzystać zupełnie inaczej. No ale stało się i już, budynków nie ma. Co zyskaliśmy z uwolnionej przestrzeni? Miejsce dla dwóch pasów ruchu w każdą stronę, małego chodnika co by piesi na drogę nie wchodzili oraz torów dla Łódzkiego Tramwaju Regionalnego (który regionalnym jeszcze długo nie będzie). Poza tym zero zieleni, ścieżek rowerowych i obraz po wschodniej stronie drogi jak z kraju trzeciego świata (patrz zdjęcie poniżej).

A można to było rozwiązać inaczej, chociażby tak jak na południowym odcinku ulicy Piotrkowskiej. W takim wypadku można było zyskać przestrzeń równą dwóm pasom ruchu, a to pozwoliłoby na wybudowanie ścieżek rowerowych i zasadzenie zieleni co z pewnością uatrakcyjniłoby okolicę i być może zwiększyłoby zainteresowanie inwestorów. Tymczasem mieszkańcy centrum nie zyskali nic w tak skonstruowanym odcinku drogi, a to w pierwszej kolejności o nich powinno się myśleć przy tego typu projektach w tak ważnych miejscach.

To tylko jeden przykład złego podejścia do kwestii dróg w Łodzi, ale oczywiście niejedyny. Przez takie praktyki rowerzyści nie mogą jeździć po ścieżkach rowerowych, bo ich zwyczajnie nie ma, a jeśli są to prowadzą donikąd. Osobiście jeśli z domu na obrzeżach miasta chcę się dostać do jego centrum, muszę pokonać prawdziwy tor przeszkód nazwany „Ścieżką rowerową”, który kończy się w połowie trasy. Wtedy nie mam wyjścia i dalej jadę już po drodze z innymi uczestnikami ruchu co jest uciążliwe zarówno dla mnie jak i dla kierowców, którzy muszą mnie omijać.

Uciążliwe to czy nie, ważne że legalne. Co więcej, od tego roku rowerzyści mają prawo jeździć „dwójkami” zajmując tym samym cały pas ruchu, a nie tylko małą przestrzeń przy krawężniku jak to miało miejsce wcześniej. Ten zapis jest obecnie głównym powodem kłótni na linii kierowcy-rowerzyści. Właściwie to nawet nie sam przepis, bo zdecydowana większość zmotoryzowanych osób go nie zna. Drażni ich po prostu fakt, że muszą poświęcić więcej czasu na wyprzedzanie dwóch rowerzystów jadących obok siebie.  To jest oczywiście prawda, sam jestem kierowcą i wiem jak to jest. Jednak to dosłownie kilka, może kilkanaście sekund, które po wyprzedzeniu możemy bez problemu nadrobić. Tymczasem już nieraz jadąc ze znajomymi rowerami doświadczyłem na własnej skórze co ludzie myślą o takim sposobie jazdy.

Tekst: Łukasz Przybylak

Zdjęcie: Marcin Jurkiewicz